2011
grudzień
2009
czerwiec
maj
marzec
luty
2008
grudzień
lipiec
czerwiec
maj
2006
listopad
marzec
2005
listopad
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



19:54:04 2011-12-17

...


skomentuj (0)

10:25:46 2009-06-14

***
No i pojechał... w pizdu...
Relacje damsko-męskie obfitują jednak w liczne rozczarowania...
i niespodzianki.

Żadnych tkliwych pożegnań.
Dzisiaj razi słońce.
Bezczynność służy do tego, żeby zatrzymać teraz.



skomentuj (2)

00:35:55 2009-05-16

***
Naszą zabawą jest rozjeżdżanie ślimaków. Chrupią pod kołami roweru. Tropimy je po tłustych śladach na betonie. Duszno. Sama nie wiem od czego się lepię. Wiatr też jest tlusty. Osiada na włosach i ramionach. Lepi. Sama nie wiem. Rower zostawiam przed wejściem. I czekam. Papieros, sekwencja szybkich gestów i wdech. Wtedy zapina guziki i wychodzi. Klucz. sekwencja szybkich gestów i już. Jest. Objęcie mnie jest naturalną kontynuacją ruchu pchnięcia podwójnych, szklanych, wahadłowych drzwi. Wpadam. Wciąż widzę to z zewnątrz. To śmierć kliniczna. Tylko, że światło na końcu ktoś zgasił. Albo jeszcze gorzej... zapalił bardziej żeby każdy mógł widzieć co mam w głowie. Jakby to projekcja była na cały blok od tego wewnętrznego światła. A sąsiedzi tylko rozstawiają krzesełka. I dzieciom zasłaniają oczy. Aż i mnie żal dupę ściska i zazdrość. Za siebie. Nie wiem już o kogo bardziej. Może i jemu mam kazać nie patrzeć. Nie widzieć co robi. Co się z nim robi samo. Bez woli. Bez sensu w zasadzie żadnego. Wewnętrzne światło czerwone. Stop. I znów nic z tego. I pęd z górki. Deszcz. I pełno ślimaków na drodze. Chrupią pod kołami roweru.

skomentuj (0)

23:47:29 2009-03-06

***
Kiedy pada wyłażą dżdżownice. Pada już od trzech dni. Dżdżownice po trzech dniach na ziemi pęcznieją. Od wody. Z przejedzenia ziemią, która przechodzi przez nie bezrefleksyjnie, bezkalorycznie. Metafizyka rur. Wkurwiająca cisza i nic. Po głowie z braku myśli myśl jedna. Jaki jest mianownik od dżdżu? Jakiś kurde dżydż? Bez kitu. I Poświatowska "nie widziałam cię już od miesiąca" i co? I nic. Dziś nie mogę bo muszę zrobić pranie. Wszędzie woda.
Woda i dziury.

skomentuj (1)

01:08:20 2009-02-10

***
Czy liczy się spowiedź po pijaku, taksówkarzowi, portierowi, kurwie, twoim plecom w zamknięte oczy w gardło w środek. Szczerze. Jałowo. W znieczuleniu. Spowiedź bez żalu i bez oczekiwania na poprawę i rozgrzeszenie. Bez obietnic i bez sensu. Bez siebie. Dno. Gdy jedyne co czuć to zapach tytoniu na palcach, fakturę bawełny i mydło w łazience spierzchnięte. Przed kompromitacją ratuje mnie tylko że wciąż czuć mój zapach na twoich ręcznikach, moją ślinę w ustach twoich bardziej niż czyichkolwiek, moja szczoteczka do zębów, nasza, w kubku na półce. Twoja jestem. Możemy nosić te same ubrania. Mieścimy się w tym samym świecie. Jemy to samo choć to ty wstajesz rano po bułki i masło. Ja parzę herbatę liściastą z junanu w szklance bez ucha. Nawet parzymy się o nią co dzień tak samo. Cienkie szkło na stoliku z politurą. Na podkładce z cepelii. Potem tylko wódka i sen. Śniadanie jest końcem dnia. Potem już mi wszystko jedno. Alzheimer. Postępująca degradacja choć nie ma do czego, tak jak nie ma do czego ucieczki. Z szacunku do siebie ubieram chociaż majtki. Tobie nie przeszkadza leżenie z gołą dupą z ryjem w podusce. Wtedy zapominam jak wyglądasz. Człowiek z dupą bez twarzy. Stworzony do kopania i rucahnia. Maska zorro. A ja jestem jak Zeta. Ty jak Banderas. Zapach tytoniu na palcach. Moja ślina w ustach twoich. Moja wina. Jak tak siedzę teraz przed kompem i na ciebię patrzę to mnie zbiera. Nienawidzę cię. Dlaczego takie ścierwo nie ginie w doborze naturalnym. Skąd ten błąd natury i kultury nawet bardziej. Skąd pytam. Niepisane są wybryki. Choć nie boska ręka Cię stworzyła. Idź bo śmierdzisz. I do tego ja dziewica z wielokrotnego przemiału. Z surówki. Z utylizacji. Jak w korcu maku. Nie ma przypadków na tym świecie. Szczęście też samo nie przyjdzie i trzeba komuś po mordzie dać albo w mordę, a ty śpisz. Teraz z otwartym ryjem i ślina ci ścieka na szyję. Na bawełnę. Pod głowę. Do mózgu i tam już zostaje. Woda. Obieg zamknięty. Samooczyszczalnia. Nawet siku nie musisz robić. Siku też masz w mózgu? Może dlatego masz takie jazdy po pijaku. Zaniechujesz przytomności i tak już zostaje na zawsze. Z ryjem w poduszcze. W bawełnie. W ręczniku. A to moja ślina w ustach twoich. Moja wina. Ogarnij się. Zapnij guziki w denimie. Bądź człowiekiem. Daj. mi poczuć że wiesz że tu jestem. Jak tak siedzę przed kompem i na ciebie patrzę myślę tylko o herbacie z junanu. liściastej. szklance ściśniętej w palcach przy brzegu. Drugą dłoń masz pod dnem. Więc jednak jest tam coś jeszcze. Najbardziej trwala jest prowizorka. Z twoich rąk. Z bawełny. Z zapachu tytoniu na palcach. Jesteś moim bogiem. Adamem Słodowym. Jesteś kimś z niczego. Lub niczym z kogoś. Ze mnie. Moja ślina w ustach twoich. Moja bardzo wielka

skomentuj (0)

13:13:50 2008-12-13

Sure as a circle

Hej!

Niedługo wracam z czasowej (również duchowej) emigracji. Najpierw Wro, a od 26.12 Wawa. Kupiłam już sobie ciuchy, żeby się tak pokazać z lepszego świata zapachem powiać, wrzucić zdjęcia na grono i na naszą klasę też. Ćwiczę też francuski akcent w polskich słowach... bo po pół roku trzeba już tak trochę zalatywać nie tylko zapachem ale i intelekt ma przeze mnie przemówić... a jak ma przemówić to wiadomo... trzeba się pomylić i do pani w sklepie monopolowym merci powiedzieć kupując wino, bo piwo to dla plebsu... Ostatnio oglądałam fora internetowe dotyczące wycieczek i zwiedzania egzotycznych miejsc. Podobno wśród tego plebsu od piwa to trzeba mówić, że do Egiptu się jeździ, ale jak spotkasz kogoś z Łazarskiego to już straszna kicha...Ale Indie cały czas na topie... poszukujemy duchowych stymulacji w tym naszym zabieganym świecie, żeby ktoś przypadkiem nie powiedział, że jesteśmy wewnętrznie puści i so vain i w ogóle... trzeba się angażować w zbawianie świata, co też uskutecznić zamierzam po powrocie z emigracji do kraju naszego... normalnie... więc jak się tak w tym pędzie zatracasz, to pamiętaj o duchu nie zapominaj i przeglądaj codziennie strony o wycieczkach do Indii...

Emigracja jest duchowa również, bo tylko jakieś echo domowych problemów mi się o uszy obija. Nie mam czasu pamietać, nie chce mi się, a w ogóle to w zasadzie wszystko robię, żeby nie myśleć. Żeby być w takim tu i teraz i żeby mi zwisało wszystko i żeby tylko czekać na ten powrót jak na prezent gwiazdkowy, ale czem prędzej się oddalić i myśleć tylko jak kulturalnie spierdolić w inne miejsce, żeby wszyscy myśleli, że to dla mojego rozwoju osobistego i kariery zawodowej. Oddaję się też treningowi w zakresie kontaktów interpersonalnych. W tym względzie jestem jakoś względnie upośledzona... albo mam jakieś granice wewnętrzne czy inne gówno, które mi nie pozwala zawierać bliższych znajomości. Płakać w rękawy i zawierać przyjaźni na całe życie. Nieporadność oczywiście chamstwem kryję tak po polsku, bo ten trening mam już za sobą. Najlepiej idzie mi wyrywanie na imprezach, oby tylko nie gadanych, tylko tańczonych. Bo wtedy nie trzeba rozmawiać i szukać ukrytej osobowości. Tu też jest niebezpieczeństwo, bo trening chamstwa poparty był zajęciami z uległości kobiecej wobec męskiego chamstwa. Tu dostałam chyba notę bardzo dobrą z plusem choć wcale tego nie chciałam. Widać dostałam w pakiecie pewną postawę i K.1. gratis do ćwiczeń praktycznych. Teraz pracuję nad innym schematem.

Póki co w ramionach pewnego Marokańczyka (rocznik 87 wyjątkowo udany jest...). Jak tak sobie myślę, to ktoś kiepsko wykombinował te mózgi wersja o+ . Te tam przenikające się półkule, więcej nerwów łączących to co się myśli z tym co się mówi... generalnie nie można mówić i myśleć też nie. Gorzej że przez te połączenia nie ogarniam różnicy między pożądaniem fizycznym, a miłością na całe życie... Ważne też żeby żadna miłość z tego nie wyniknęła, bo w tych przewodnikach po egzotycznych krajach, co o tym Egipcie czytałam (czytałam też o Maroku rzecz jasna), piszą że dzieci tam kradną i że nie wiedzą dlaczego te głupie Polki włażą do łóżek kolesi, którzy są tylko trochę bardziej opaleni... i że jak się takich lubi trzeba sobie znaleźć Hiszpana (tam jesteśmy bezpieczni, bo w końcu jak jakiś kraj staje sie celem Al Kaidy, to z nami jest w martyrologicznej komitywie, a nie z dzikusami... no i że to zawsze katolik z katolikiem się dogada)... A zresztą głupia nie chcę być. To też tak a propos doświadczeń (post) kolonialnych... Tłumaczę sobie, że to profity językowe, że rozwijam się kulturalnie i stoję jak ta wolność z odkrytym cycem na barykadzie porozumienia miedzykulturowego. I że się poświęcę i będę jak patronka ma D'arc Joanna jak mi to dziecko ukradną co wynikiem wpadki będzie bo przecież nie można myśleć i cynicznie, przedmiotowo do seksu podchodzić kupując prezerwatywy...w ogóle musze mu opowiedzieć o moich fantazjach z sianem, z nostalgicznym klimatem wsi w tle, krajobrazem polskim... albo lepiej w ziemniakach... jak matka ziemia... i że chcę żeby mnie zbawili i w ogóle sensem mojego życia jest żeby zostać świętą poległą ku chwale ojczyzny mej Unii Brukselskiej... a do zbawienia wiadomo że droga wiedzie przez doświadczenia mistyczne, więc obrałam go sobie, żeby mi takie doświadczenie zapewnił. Czytałam że jest jakiś odłam mistyczny w tym Maroku całym i że wedle tego mam szansę doświadczyć oryginalnej, z importu, mistycznej jedności... No a pozatym to tak nie może być, żeby z Erasmusa bez chłopaka egzotycznego wrócić, a Europa już się mała robi i trendy trzeba wyprzedzać...

A wiesz, że tam i Nomadowie są... i podobno jakaś duża część społeczeństwa też się za potomków tych Nomadów uważa... więc to będzie taka romantyczna miłość, niespełniona i na wieki wieków...jak z jakimś Giaurem... potem tylko ten krzew wyrośnie, co się z jego krzewem w tej Afryce północnej zrastać będzie w akcie symbolicznego zjednoczenia. I ja po tym krzewie do nieba wejdę. A bogiem wtedy będzie Obama.


skomentuj (5)

02:09:55 2008-07-22

psie radio
halo! halo!
znowu walo

ijo ijo
wypierdalaj bo zarobisz
w ryjo

zajechała fura
z nosa schodzi skóra
przyklej
na denaturat

uratuj

od widma alkoholizmu uchroń
odżegnaj

skomentuj (1)

statystyka